czwartek, 10 kwietnia 2014

Yves Rocher podkład w pudrze, czyli miłości z tego nie będzie

W czasie wielkiego szaleństwa na minerały i ja zaopatrzyłam się w kilka ekologicznych mazideł :) Jestem maniaczką Yves Rocher, więc najpierw trochę poczytałam i podkład w pudrze trafił do mnie.


I teraz takie podstawowe pytanie: czy my (tzn ja i inne blogerki) używamy tego samego produktu???? Bo coś mi się wydaje, że chyba nie....

Ale zacznijmy od początku. Małe pudełeczko z zaledwie 4g gramami produktu za 70zł. Jeszcze żeby w składzie było coś wartego tych pieniędzy - ale tam tylko minerały i emolienty są. Puder jest bardzo drobno zmielony, ale jest tak jakby mokry. Sam kolor też jest dziwny - w pudełeczku jest beżowy, a na skórze lekko różowy ze złotym shimmerem (bardzo, bardzo drobnym - taki pyłek złoty).


Wybrałam kolor 100 czyli porcelanowy, ale puder i tak ciemnieje. Na dodatek okropnie błyszczy i niestety podkreśla wszystkie niedoskonałości - zmarszczki, włoski, przesuszenia skóry, wypryski i pory. Krycie jest średnie, ale to dlatego, że nakładanie grubszej warstwy powoduje efekt bombki. Ściera się nie równomiernie, co jeszcze potęguje groteskę na twarzy.


Podchodziłam do tego pudru kilka razy i za każdym razem efekt był straszny. Baaaa.... Nawet nakładałam go na podkład, na krem BB i za każdym razem koszmar powracał. Wymyśliłam że może jako rozświetlacz się sprawdzi, ale niestety też nie.

Nie widzę dla tego kosmetyku zastosowania, a Wam nie polecam.

środa, 9 kwietnia 2014

Avon Lśniąca szminka Ultra Colour - swatche i moje odczucia

To jest mój subiektywny przegląd i nie znajdziecie tu brązów. Są to pomadki o kremowym wykończeniu, ale są między nimi drobne różnice. Mogą być idące ku matowemu wykończeniu, kremowe-kremowe, z połyskiem, delikatnie perłowe lub delikatnie transparentne. Wszystkie mają miękką konsystencję, dobrze nawilżają, ale przez to zostawiają ślady na szklankach i są "zjadane" razem z pierwszym posiłkiem.


HIBISCUS
Czysto kremowa, bardzo dobrze kryje. Piękna, intensywna i lekko ostra fuksja (tzw kolor biskupi).


POUT
Ciepły jasny róż z delikatnym perłowym połyskiem (na zdjęciu wygląda jak róż w tonacji chłodnej). Taki typ nudziakowy.


ICED COFFEE
Jak dla mnie to połączenie ceglastego z brązem i odrobiną różu. Dobrze kryje i delikatnie lśni.


LATTE
Jasny brąz, niczym prawdziwa kawa z mlekiem. Jest lekko transparentna i posiada delikatny połysk.


COUNTRY ROSE
Ciemny koral z odrobiną różu. Dobrze kryje i ma delikatne perłowe wykończenie.


DREAM FUSCHIA
Intensywny różowy wpadający w fiolet. Delikatnie perłowa, dobrze kryje.


CARNATION
Jasny róż wymieszany z kolorem brzoskwiniowym. Kremowa, delikatnie matowa. Dobrze kryje.


CHIC
Czerwień z brązem. Kremowa z delikatnym połyskiem, dobrze kryje.


RIPE PAPAYA
Jasna pomarańcza, kremowa, delikatnie transparentna. Posiada koszmarne krycie, źle się nakłada, podkreśla skórki, wchodzi w załamania i nierównomiernie się nakłada. Nieźle się namęczyłam, żeby ją sfotografować.


HOT PINK
Ciemna fuksja, kremowa. Ma bardzo dobre krycie.


FROZEN ROSE
Herbaciany róż. Szminka ma delikatny złoty połysk. Jest kremowa i dobrze kryje. Jak dla mnie to odpowiednik cienia Kobo Golden Rose.



LAVA LOVE
Piękna, intensywna czerwień, bez żadnych podtonów. Świetnie kryje i ma idealnie kremowe wykończenie.


TANGERINE TANGO
Połączenie pomarańczowego z ceglastym, ma delikatny złoty shimmer. Kremowa, lekko transparentna.


TOASTED ROSE
Zgaszony róż. Kremowa, dobrze kryje.



Ta ostatnia szminka bardzo mi przypomina niedawno opisywaną przeze mnie pomadkę z serii Doskonałość Absolutna w kolorze Tender Mauve KLIK. Poniżej porównanie.


Toasted Rose jest bardziej różowa a Tender Mauve bardziej brązowa. Na zdjęciu ta różnica nie jest znaczna, ale na ręcę już była.

Podsumowując: dobre, niedrogie pomadki. Ładnie pachną i dobrze smakują (dla mnie to ważne, bo ja zjadam pomadki z ust). Oczywiście są gorsze i lepsze - seria jest nierówna. Jednak jest kilka kolorków, które warte są grzechu np Hibiscus i Hot Pink :)

Polecam wybrane odcieni !!! Kupujcie w promocji za 15-17zł, bo szkoda przepłacać, a ono często są zrabatowane.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Yves Rocher peeling do twarzy z pudrem z pestek moreli

Bardzo lubię kosmetyki Yves Rocher, tym bardziej, że dzięki wizażankom nauczyłam się kupowac je tanio. Ten peeling kupiłam za niecałe 8zł, więc nie była to jakoś bardzo wygórowana kwota za 50ml produktu.


Dostajemy małą, wdzięczną tubeczkę, z której pod koniec wydobycie peelingu graniczny niestety z cudem :/ Ale początkowo otwieranie i dozowanie odpowiedniej ilości jest bezproblemowe.


Sam kosmetyk jest koloru żółtego z perłową poświatą i widocznymi ciemnymi punkcikami. Liczyłam na świeży owocowy zapach, ale jest raczej bardziej kremowo-budyniowy z morelą w tle. Peeling jest taki maślany w dotyku z wyczuwalnmi drobinkami. Niestety drobinek nie jest dużo, więc i spektakularnego efektu brak. Oczywiście peeling działa (suche skórki znikają), ale jest bardzo delikatny i można go spokojnie stosować codziennie. Przy zmywanu pod palcami można wyczuć tłustą warstwę na twarzy, ale gdy skóra przeschnie nie ma po niej śladu. Na początku ciężko było mi się do tego przyzwyczaić. Pomimo niewielkiej pojemności jest dosyć wydajny.

Niestety ja lubię mocniejsze zdzieraki i nie powrócę do tego peelingu ponownie. On nie jest zły, zapewienia producenta są spełnione, tylko nie mogę polecić z czystym sumieniem czegoś, do czego sama nie jestem przekonana - dla mnie to poprostu słabiak.

PS: Odsprzedam drugi, nie otwierany za 8zł.

środa, 2 kwietnia 2014

Be Beauty płyn micelarny - tani, a dobry kontra ekskluzywny Vichy i Bioderma

Nastał bum na płyny micelarne, a ja jakoś nie mogłam się przekonać. Moim pierwszym był okropny płyn z Vichy - Purete Thermale, który z usuwaniem makijażu nie radził sobie w ogóle. Zraziłam się i płyny micelarne przestały mnie interesować. Potem trafiła w moje łapki przypadkiem Bioderma Sensibio i się zakochałam. Niestety cena skutecznie odstrasza i w końcu zdecydowałam się na zakup biedronkowego micelka, tak mocno chwalonego przez wszystkie blogerki :P



Butelka do pięknych nie należy i gdyby nie pozytywne opinie, nigdy bym na nią nie zwróciła uwagi i bym jej nie kupiła. Poza tym bardzo podejrzliwie podchodzę do aż tak tanich kosmetyków.

Płyn od wody nie odróżnia nic poza zapachem - delikatny i świeży, lekko owocowy. Po wstrząśnięciu kosmetyk się delikatnie pieni.

I najważniejsze - dobrze radzi sobie z oczyszczaniem twarzy, czy to z tłustego mazidełka czy makijażu. Poniżej moja ręka z przyschniętym tuszem, eyelinerem, konturówkami, szminką i tintem do ust - wybrałam najtrwalsze i najbardziej wżerające się produkty jakie posiadam.




Jedno przetarcie bez zbędnego dociskania - jak widać sporo z produktów ładnie się rozpuściło. Kolejne przetarcia i mamy czystą, delikatnie lepiącą skórę (tylko przez kilka sekund, bo potem to uczucie znika). Oczywiście są twardziele, których ruszy dopiero dwufazówka, ale jeśli chce się ich pozbyć wystarczy dłużej przytrzymać płatek nasączony micelem w danym miejscu i też odpuści. Produkt nie jest idealny, ale sobie radzi. Co najważniejsze nie podrażnia i nie szczypie.

Mogę z czystym sumieniem polecić :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Avon Planet Spa masło do ciała i peeling do ciała Bali Botanica

Ostatnio zauważyłam, że jakakolwiek recenzja związana z kosmetykami Avonu, a zaraz w komentarzach pojawia się mnóstwo negatywnych odpowiedzi o samej marce. Znam Avon od 1999roku, byłam konsultantką i wiem, że w ofercie jest sporo fajnych kosmetyków. Nadal zdarza mi się naciąć na bubelki, ale to przez duszę "eksploratora kosmetycznego", który musi sam wszystkiego spróbować. I na moim blogu, będę tego Avonu troszkę bronić, bo wśród oferty można znaleźć kilkanaście perełek.




Serią godną zaufania jest Planet Spa, a że przy okazji zmiany opakowań wprowadzono nowy zapach czyli Bali Botanica, która kusi zapachem kwiatu frangipani i trawy cytrynowej, to w moje łapki trafił m.in. peeling i masełko. Czy zakup był udany przeczytacie poniżej.


Masełko sprawia naprawdę ekskluzywne wrażenie. W kartoniku jest ukryty fikuśmy pojemniczek z zapięciem na "sprężynę", niczym stare dobre weki. I od razu powiem, że otwieranie go nie jest jakies bardzo łatwe, zatrzask trzyma mocno i ja, bojąc się o paznokcie, tylko masełko przymykam. Ale dla mnie nie jest to wada, bo planuję dla tego opakowania inne przeznaczenie po zużyciu kosmetyku i mocny zatrzask będzie tu zaletą :)


Zapach jest dziwny - spodziewałam się świeżego kwiatowo cuda a jest przytłaczający twór, który dyskwalifikuje ten kosmetyk w moich oczach. Biała, dosyć zbita konsystncja, dobrze się rozprowadza i wchłania w skórę. Zostawia tłustą warstewkę i całkie nieźle nawilża, choć efekt nie jest długotrwały tj do pierwszego mycia. Zapach ze skóry na szczęśce dosyć szybko się ulatnia. Nie kupię go ponownie ze względu na ten smrodek. Z samych właściwości jestem zadowolona i mogę polecić, jeśli woń przypadnie Wam do gustu.


Peeling natomiast to tak naprawdę żel pod prysznic, bo zdzierakiem jest tylko z nazwy. Piękna niebieska tubka kusi zawartością. Kosmetyk jest płynny i bezproblemowo wydobywa się go z tuby. Zapach jest dużo świeższy i ładniejszy niż zapach masełka z tej serii choć to ta sama nuta :/ Biały, perłowy z jakimis tam drobinkami, które niestety wogóle nie radzą sobie z usuwanie martwego naskórka. One nawet nie drapią... Zużywam jako żel pod prysznic, nie oszczędzając i czekając kiedy ten dziwny twór zaliczy denko. Jedyna zaleta, to że nie wysusza skóry. Nie polecam nikomu, bo szkoda kasy.

Na koniec składy dla zanteresowanych:
masełko
"peeling"
(zdjęcie zrobię gdy opróżnię i rozprostuję tubkę - skład jest przy nakrętce, gdzie opakowanie jest najbardziej zaokrąglone i ucina go na zdjęciach)

Co do samgo Avonu to polecam:
- maseczki Planet Spa (np błotna z minerałami Morza Martwego czy peel-off z sake)
- baza pod cienie - genialna i tania!
- zapachy z serii Today Tomorrow Always (kocham Tomorrow, ale moja sąsiadka pała miłością do Today)
- krem do ciała z oliwką z serii Planet Spa (specyficzny zapach, ale działanie bardzo dobre)
- kredki do oczu i konturówki do ust
- niektóre serie szminek (zwłaszcza seria Luxe)
- kuleczki brązujące - hit wielu moich kolezanek
Spodziewajcie się recenzji części tych produktów u mnie na blogu :)

poniedziałek, 31 marca 2014

Zakupowe podsumowanie marca

Nie potrafię nic nie kupić z kosmetyków, zawsze wszystko jest mi potrzebne, albo jest w promocji, albo nie opłaca się nie brać :P Na szczęście o kilku mogę powiedzieć, że były mi potrzebne.


Najpierw kolorówka:
- Avon fix do makijażu - na razie oceniam go dobrze, puder nie ściera się z twarzy tak szybko, jak zazwyczaj
- Oriflame podkład Giordani Gold - mój ukochany podkład w nowej odsłonie, stary na dniach zaliczy denko
- Yves Rocher tusz do rzęs sexy Pulp - mój numer jeden :) stary niedługo zaliczy denko
- Yves Rocher pomadka pudrowy róż - dobrze nawilża, neutralny kolor, ale opakowanie troszkę tandetne
- Bell tint w pomadce - na chwile obecną używam namiętnie, szkoda tylko, że tak szybko się ściera
- Avon pomadka Tender Mauve - można poczytać o niej TUTAJ


Lakierów nigdy dość :D
- baza Seche
- trzy topperki Vipera
- topper Misslyn
- nudziak od Bell
- dwa kolorki z chińczyka


- żele, balsam i peelingy z YR za sprawą kodu -50% (w tym mój ukochany peeling o którym możecie poczytać TUTAJ)
- maseczki z Planet Spa i żel do mycia oliwkowy do twarzy z Avon (serum do dekoltu Avon kawa z Brazylii)
- nowa kuleczka, tym razem Adidas (stara zdenkowana)
- do włosów olejek z Avon i maska z Kallos (niedługo pójdą w ruch)


Tu produkty, które już zużywam i zapomniałam o nich przy robieniu poprzedniego zdjecia:
- płyn do higieny intymnej z Avon - używam z przyzwyczajenia a także ponieważ boję się eksperymentów w tej części ciała, bo nie ma nic gorszego jak swędzi cię "pusia"
- szampon Gliss Kur - TUTAJ można o nim przeczytać, bo jak widać niedługo zaliczy denko, a ja zachwycać nim się nie mam zamiaru
- YR maseczka jedwabista z owsem - bardzo ją polubiłam
- YR peeling z rumiankiem - dno dna i nie mogę się doczekać, kiedy się skończy


Próbki i miniaturki. Na razie mogę jedynie powiedzieć, że ani zapach Ultra Sexy ani Fleur (oba z Avon) nie są trwałe i żaden też nie jest w moim typie.

I to tyle nowości w mojej kosmetyczce :) Dobrze, że ten miesiąc się skończy za kilka godzin.

czwartek, 27 marca 2014

Tusz Golden Rose City Style vs Lovely Spectacular Me, czyli zwykły i "zwyklejszy"

Mam już swojego maskarowego ulubieńca, więc moje wymagania wobec tuszu są większe teraz niż jeszcze rok temu. Obydwa tusze dostałam w prezencie, bo przyznam się, że sama nie miałam zaufania do specyfików za 10zł i tu czekało mnie zaskoczenie.


I poniżej szczoteczki.


Opakowanie lepsze ma Lovely, ponieważ mniej pękaty tusz łatwiej upchnąć w kosmetyczce. Wizualnie też bardziej podoba mi się Lovely - turkus i ta czcionka napisu Spectacular Me. Poza tym z GR ścierają się napisy i po dwóch miesiącach nie nadawał się do sfotografowania. Wytrzymałość opakowania też ma znaczenie. Po miesiącu tusz GR był już do wyrzucenia, Lovely trzymam się do dziś. Obie szczoteczki są silikonowe, przy czym Lovely ma klasyczną stożkową a GR niesymetryczną. Bardzo mnie męczyła ta dziwna szczoteczka GR, nieraz wsadziłam ją sobie do oka (w lustrze widziałam krótkie włoski, a malowałam się długimi i o tragedię nie było trudno). A poniżej to co stało się z tuszem GR - odkleił się ogranicznik.

No i rzęsiorki:

- gołe


- Golden Rose


- Lovely


Golden Rose pięknie wydłuża i rozdziela poszczególne rzęsy, a wielkim plusem jest smoliście czarny kolor. Niestety bardzo szybko gęstnieje, a nie używałam go nawet codziennie. Kolejny minus to totalny brak wodoodporności a nawet wodooporności. Tusz niemiłosiernie rozmazuje się pod oczami, czy to od łzawiących oczu od monitora, czy niewielkiego deszczu, a nawet dużej wilgotności powietrza.
Mazidełko jest tanie, ale ja bym się w nie powtórnie nie zaopatrzyła.

Lovely na początku był ciutkę za mokry i niemiłosiernie je oblepiał. Potem był idealny, a teraz po 4-5 miesiącach trochę podsechł. Pogrubiał i zagęszczał rzęsiorki, dając naprawdę spektakularny efekt. Jedynie trzeba było uważać żeby nie pozlepiać rzęs, bo o to było łatwo. Wolałabym, aby tusz był odrobinę czarniejszy.
Natomiast ten kosmetyk mogłabym spokojnie ponownie kupić, w sytuacji, gdy miałabym ograniczone środki i jakimś dziwnym sposobem skończył by mi się zapas mojego ukochanego tuszu :)

Moim zdaniem, Lovely zdecydowanie wygrywa tą rozgrywkę. A jakie jest Wasze zdanie??