Już kilka razy zaznaczałam, że produkty Avonu znam dość dobrze. Najbardziej kocham serię Planet Spa, ale zdarza mi się skusić też na produkty z tych tańszych linii jak Naturals. I niech Was tu Avon nie zwiedzie nowymi opakowaniami, bo to nadal te same produkty, z tymi samymi składami.
Używałam już balsamów z tej serii i najcześciej mnie męczą. Wszystkie są takie same, różnią się tylko zapachami. Także nie dziwcie się, że u mnie recenzja na podstawie miniaturki ale używałam kiedyś innych wersji. Ich nawilżanie jest krókotrwałe ok 6h, zapachy intensywne, a na dodatek są wydajne. Na plus jest lekka konsystencja i szybkie wchłanianie.
Jednak jest wersja zapachowa, w której się zakochałam i dla której zużycie całej butelki balsamu mogło by się okazać niekłopotliwe. Jest nią śliwka i wanilia - idealne połączenie zapachu owocowej śliwki i cukru z delikatną nutką wanilii :) Pycha :)
Niestety to chwilowe nawilżanie powoduje, że nie skuszę się na zakup. Będę czekać, bo może kiedyś wypuszczą masełko o tym zapachu. A na razie zadowolę się żelem pod prysznic z tej serii, który czeka u mnie w zapasach :)
I teraz najważniejsze: czy polecam? Posiadaczkom suchej skóry takm jak ja - nie. Ale moja kuzynka używa tych balsamów namiętnie i według niej są super, a nawilżenie jest bardzo dobre. Ona ma normalną skórę w kierunku tłustej.
PS: Dzisiaj (tylko trochę później) pochwalę się paczuchą z Born Pretty Store. Jest to moja pierwsza współpraca, ale będzie to coś innego niż wszędzie - nic związanego z szeroko pojętą kolorówką :P Już wszystko obejrzane, pomacane i przetestowane. Z trzech produktów jeden jest piękny, jeden ubóstwiam, a jeden jet przydatny :)
Oczywiście możecie skorzystac z mojego kodu (okienko obok), żeby zgarnąć 10% zniżki na zakupy. Przesylka jest darmowa.
środa, 7 maja 2014
poniedziałek, 5 maja 2014
Lirene Dermoprogram peeling gruboziarnisty z wyciągiem z czarnej borówki
Szukałam dobrego peelingu i jak zwykle blogosfera mnie nie zawiodła. Gdzie tyko nie przeczytacie peeling ten zbiera dobre recenzje i ta u mnie nie będzie inna.
Kupiłam go jeszcze w zeszłym roku podczas akcji -40% na pielęgnację twarzy. Kosztował mniej niż 10zł i teraz cieszę się, że dałam się skusić.
Tubka jest półprzezroczysta i widać zużycie co jest dużym plusem. Odkręcana zakrętka to minus - wolałabym zatrzask.
Peeling jest koloru białego i ma mydlany zapach (zapach to dla mnie minus, choć to rzecz gustu). Zanurzone są w nim dwa rodzaje granulek - dosyć dużo przezroczystych, średniej wielkości drobinek i nieliczne fioletowe kulki, które się rozpuszczają. Na skórze odczuwam go jako średnio ostry, ze średnimi drobinkami. Używałam mocniejszych, ostrzejszych i z większymi drobinkami, więc nazwanie tego peelingu gruboziarnistym jest lekkim niedomówieniem. Mimo to jest bardzo dobry.
Genialnie oczyszcza, nie wywołując podrażnienia, czy nawet zaczerwienienia. Nie wysusza, ani też nie pozostawia sebum. Robi to co ma robić dobry peeling. Jednak ta jego delkatność nie do końca radzi sobie z porami w okolicy nosa. Jak dla mnie idealny peeling do stosowania 2-3razy w tygodniu :)
Na koniec dodam, że używam go dosyć regularnie już drugi miesiąc, a z tego co zauważyłam staczy mi jeszcze na pół roku. Jest bardzo wydajny.
Jeśli nie miałyśce to warto się za nim rozejrzeć :) Polecam!
A na koniec moje dzisiejsze pazurki. Zgłosiłam się do ciekawego projektu i Was też zapraszam PAZNOKCIOWY TEAM. Wiem, że pierwowzór jest mocno inny od tego co ja wykonałam, ale ten motyw wręcz rzyga tęczą i jednorożcami. Nie potrafię ścierpieć serduszek na moich paznokciach, więc zabiłam wszystko co urocze w tym mani. U mnie w beżach i w brązach, a serduszka znajdziecie tylko fragment na serdecznym paznokciu.
baza : Seche
beż: My Secret z limitki
brąz: Cliche
pomarańcz: Wibo Glamour
brązowe paski: Wibo Glamour
Jak Wam się podoba moja wersja???
niedziela, 4 maja 2014
Yves Rocher cień do powiek pojedyńczy Absynt i podwójny Czarny/szary + fajny kod w ofercie wysyłkowej
No i już po majówce. U mnie od piątku pogoda była paskudna, ale to wcale nie przeszkodziło mi w słodkim leniuchowaniu :) A jak Wam minął ten długaśny weekend???
Zanim zacznę recenzję, zaznaczę, że niestety poszczególne kolory różnią się od siebie właściwościami, więc przed zakupem musicie poszukać opinii i swatchy kokretnie interesującego Was odcienia!!!
Opakowania rzecz gustu, ważne jedynie, że są porządnie wykonane i pomimo kilku upadków się nie połamały.
Jako pierwszy u mnie pojawił się pojedyńczy cień o nazwie Absynt - dostałam go gratis do zamówienia. Jest to piękna zieleń, lekko oliwkowa i przygaszona. Po roztarciu złoty shimmmer ginie i rozświetla cień dodając mu życia. Wykończenie cienia okresliłabym jako satynowe. Ponieważ mam zielone tęczówki, używam tego koloru jako akcentu jedynie. Gdy spotykam takie piękne kolory, to żałuję, że nie jestem posiadaczką brązowych oczu :P
Sam cień jest dobrze zmielony, nie pyli się, dobrze się nakłada na powiekę i rozciera. Niestety jego pigmentacja nie jest najlepsza. Dopiero na bazie można użyskać nasycony kolor. Na bazie też nie osypuje się i nie zbija w wałki na powiece. Bez bazy go nie używałam na górnej powiece, a jedynie w kąciku i na dolnej powiece i tam ładnie trzymał się cały dzień.
Jako drugi trafił do mnie podwójny cień do powiek Czarny/szary. To też był gratis do zamowienia :P Byłam go bardzo ciekawa, dopóki nie sprawdziłam pigmentacji. Czerń jeszcze sobie radzi, choć przy rozcieraniu lubi robić prześwity. Natomiast szary to bardziej srebrzysty i praktycznie go nie widać. Na bazie czerń zaczyna się zachowywać przyzwoicie i wtedy też okazuje się że jest matowa z niewielka ilością drobnych srebrnych drobinek. Na bazie szary staje się srebrny, ale nadal pigmentację ma do d... Tu także cienie są dobrze zmielone, nie pylą się i na bazie wytrzymują cały dzień. Niestety szarego cienia jest więcej, a ponieważ jest on fatalny, to pogrąża tą paletkę.
Podsumowując: z zieleni jestem zadowolona i mogę ją polecić, natomiast czarny/szary to porażka nie warta zakupu.
A dla tych które doczytały temat posta do końca najlepsze zostawione na koniec :) Przyszła mi nowa oferta wysyłkowa z YR - jest na tyle atrakcyja, że ja już zamówiłam :) Numer ofety to 9PYD5RA08. Polecam tylko tym, które już składały zamówienie z wysyłkowej i mają numer klienta.
Przy składaniu zamówieniana na dowolną kwotę krem pod oczy gratis. Do wyboru:
- krem pod oczy przywracający blask
- krem przeciwzmarszczkowy pod oczy
- rewitalizujący roll-on pod oczy usuwający oznaki zmęczenia
Dodatkowo gdy zamówienie przekroczy 49zł gratis jest szalik i wisiorek lub dowolny produkt z księgi urody o maksymalnej wartości katalogowej nie przekraczającej 65zł. Poniżej zdjęcia.
Ja wybrałam 5 szamponów za 52zł, a gratis do zamówienia krem pod oczy z serii Riche (drugi z wyżej wymienionych) i najciemniejszy puder w kamieniu - posłuży mi za bronzer. Długo szukałam, czytałam i ostatecznie nie potrafiłam się zdecydować na jakiś konkretny mimo promocji w Naturze czy Rossmanie. Bałam się wyrzucenia pieniędzy w błoto, więc wzięcie w gratisie pudru, to według mnie rozsądna opcja. Mam nadzieję, że poniewaz to puder to ani nie będzie zbyt ciemny, ani wpadajacy w pomarańcz.
Do mojego zamówienia zostanie doliczone 10zł kosztów przesyłki, ale biorąc pod uwagę, wartość produktów, które będę miała w paczce to i tak się opłaca.
Podsumowując: za 62zł będę miała 5 szamponów, drogi krem pod oczy i ciemny puder/bronzer. Wychodzi po niecałe 9zł za produkt :) Zamawiajcie!
piątek, 25 kwietnia 2014
Schwarzkopf Gliss Kur odżywka Oil Nutrive
Czasami moje skąpstwo pozwala mi poznać wspaniałe produkty, po które normalnie bym nie sięgnęła. Tą odżywkę kupiłam za 4zł, bo jedna im pękła i upaćkała wszystko. Oczywiście, jak się okazało domycie tego opakowania zajęło mi sporo czasu, więc później się już tak nie dziwiłam, że tak cenę obniżyli :P
Zacznę od tego, że to nie odżywka a prędzej maska. Nakładamy a po 2-3 minutach spłukujemy. Ja przy moich długich, wysoko-porowatych włosach otrzymywałam wtedy najlepszy rezultat. Gdy trzymałam ją dłużej obciążała moje włosy.
Jest w kolorze żółtym (dobrze trzyma się włosków) i pięknie pachnie (owocowo i świeżo). Dla mnie jest idealna. Ważne też, żeby dobrze ją wypłukać z włosów. Nakładałam ja tak od połowy długości włosów, bo gdy nakładłam ją od nasady za bardzo obciążała i sprawiała, że włosy traciły z objętości.
Włosy od razu robią się mięciutkie. Po wysuszeniu są mniej sianowate (lejące jak z reklamy), dobrze się je rozczesuje, ładnie błyszczą i sprawiają wrażenie zdrowszych i odżywionych. Kosmetyk jest całkiem wydajny. Stosowałam ją 1-2 razy w tygodniu.
Jestem zachwycona tą odżywką, na pewno ją kupię ponownie. A wam polecam :)
PS: Sorki za jakość zdjęcia i za zakamienione opakowanie, ale stała jakiś czas u mnie w łazience.
Zacznę od tego, że to nie odżywka a prędzej maska. Nakładamy a po 2-3 minutach spłukujemy. Ja przy moich długich, wysoko-porowatych włosach otrzymywałam wtedy najlepszy rezultat. Gdy trzymałam ją dłużej obciążała moje włosy.
Jest w kolorze żółtym (dobrze trzyma się włosków) i pięknie pachnie (owocowo i świeżo). Dla mnie jest idealna. Ważne też, żeby dobrze ją wypłukać z włosów. Nakładałam ja tak od połowy długości włosów, bo gdy nakładłam ją od nasady za bardzo obciążała i sprawiała, że włosy traciły z objętości.
Włosy od razu robią się mięciutkie. Po wysuszeniu są mniej sianowate (lejące jak z reklamy), dobrze się je rozczesuje, ładnie błyszczą i sprawiają wrażenie zdrowszych i odżywionych. Kosmetyk jest całkiem wydajny. Stosowałam ją 1-2 razy w tygodniu.
Jestem zachwycona tą odżywką, na pewno ją kupię ponownie. A wam polecam :)
PS: Sorki za jakość zdjęcia i za zakamienione opakowanie, ale stała jakiś czas u mnie w łazience.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Oriflame Podkład Giordani Gold Invisible Touch kolor Porcelain - Ori WHY?!?!?!
Od bardzo dawna używałam jednego podkładu i polecałam go wszystkim bladzioszkom. Jednak firmy uwielbiają zmieniać opakowania i składy. Jednak tu co by się nie działo, przez lata kolor porcelain pozostawał wręcz stworzony dla mnie - idealnie jasny.
Niestety Oriflame postanowił zepsuć naszą udaną relację po ponad 10 latach współpracy :(
Buteleczki są podobne, nowy podkład jest nawet jaśniejszy od starego co mnie ucieszyło. Oczywiście bez zastanowienia nałożyłam go na twarz, puder, róż, tusz do rzęs i błyszczyk w drzwiach i poleciałam do pracy. Wieczorem coś mi się wydawało, że jest nie tak, ale byłam zbyt zmęczona, żeby się zastanawiać.
Kolejny raz i coś mi ten podkład nie leży, jeszcze raz sprawdziłam czy kolory są podobne - wycisnęłam po kropelce, prawie identyczne, więc dochodzę do wniosku, że mi się wydaje. Podejście numer trzy - po nałożeniu na twarz jestem już pewna, że jest coś nie tak. Rozcieram dla pewności podkład na ręce i teraz juz wiem, o co kaman. Ta menda robi się pomarańczowa na twarzy.
Co z tego, że daje naturalny efekt, nie wysusza, nie podkresla skórek i niedoskonałości, że trzyma się cały dzień i nie najgorzej kryje, jak kolor jest teraz pomarańczowy :( Nienawidzę takich "ściemniaczy".
Podkład komuś oddam, bo szkoda mi go zwracać - kupiłam go u zaprzyjaźnionego konsultanta w bardzo atrakcyjnej cenie. Dziewczyny z Warszawy, jeśli będziecie chciały kontakt, aby kupować Oriflame taniej to piszcie na priv, podam Wam kontakt
A ja muszę zacząć poszukiwania mojego nowego ulubieńca. Zamówiłam już dobrze się zapowiadajacy podkład z YR, ale chcę jeszcze wykorzystać tą promocję w Rossmanie. Polecicie coś??? Oprócz Loreala, bo te robią mi kuku.
Niestety Oriflame postanowił zepsuć naszą udaną relację po ponad 10 latach współpracy :(
Buteleczki są podobne, nowy podkład jest nawet jaśniejszy od starego co mnie ucieszyło. Oczywiście bez zastanowienia nałożyłam go na twarz, puder, róż, tusz do rzęs i błyszczyk w drzwiach i poleciałam do pracy. Wieczorem coś mi się wydawało, że jest nie tak, ale byłam zbyt zmęczona, żeby się zastanawiać.
Kolejny raz i coś mi ten podkład nie leży, jeszcze raz sprawdziłam czy kolory są podobne - wycisnęłam po kropelce, prawie identyczne, więc dochodzę do wniosku, że mi się wydaje. Podejście numer trzy - po nałożeniu na twarz jestem już pewna, że jest coś nie tak. Rozcieram dla pewności podkład na ręce i teraz juz wiem, o co kaman. Ta menda robi się pomarańczowa na twarzy.
Co z tego, że daje naturalny efekt, nie wysusza, nie podkresla skórek i niedoskonałości, że trzyma się cały dzień i nie najgorzej kryje, jak kolor jest teraz pomarańczowy :( Nienawidzę takich "ściemniaczy".
Podkład komuś oddam, bo szkoda mi go zwracać - kupiłam go u zaprzyjaźnionego konsultanta w bardzo atrakcyjnej cenie. Dziewczyny z Warszawy, jeśli będziecie chciały kontakt, aby kupować Oriflame taniej to piszcie na priv, podam Wam kontakt
A ja muszę zacząć poszukiwania mojego nowego ulubieńca. Zamówiłam już dobrze się zapowiadajacy podkład z YR, ale chcę jeszcze wykorzystać tą promocję w Rossmanie. Polecicie coś??? Oprócz Loreala, bo te robią mi kuku.
środa, 23 kwietnia 2014
Farmona Herbal Care szampon pokrzywowy
Moje kłaczki już widziałyście, więc czas na kolejny szampon. Zużyty już dawno temu, a opakowanie czekało na swoją kolej. Kupiłam w Biedronce pod wpływem impulsu za 6zł.
Skusił mnie apteczno-babciny wygląd buteleczki. Jak się później okazało jest ona fatalna, bo ma wielki otwór, z którego czasem wylewało mi się więcej niż potrzebowałam. Niestety trzeba nabrać wprawy w dozowaniu. Zapach jest ziołowo-pokrzywowy, ale nie drażni mnie, jak to często bywa przy takiej nucie. Konsystencja jest idealna - ani zbyt lejaca, ani zbyt galaretowata. Nie pieni się spektakularnie, ale dobrze oczyszcza włosy. Nie plącze i nie obciąża ich. I co najważniejsze - mam mocno przetłuszczające się włosy i z tym szamponem do nocy nadal były sypkie. Byłam nim zachwycona. Niestety pod koniec opakowania włosy już troszkę się chyba przyzwyczaiły i jego działanie było słabsze w utrzymaniu włosów świeżych do nocy. Do nocy tj do 22-23.
Podsumowując - szampon bardzo fajny, na pewno go jeszcze zakupię, jednak w moim przypadku nie spradził by się w opcji "opakownie za opakowaniem". Wam polecam do spróbowania.
Jako taki off topic pochwalę się, że udało mi się zużyć bronzer i prawie udało mi się zużyć róż :)
Skusił mnie apteczno-babciny wygląd buteleczki. Jak się później okazało jest ona fatalna, bo ma wielki otwór, z którego czasem wylewało mi się więcej niż potrzebowałam. Niestety trzeba nabrać wprawy w dozowaniu. Zapach jest ziołowo-pokrzywowy, ale nie drażni mnie, jak to często bywa przy takiej nucie. Konsystencja jest idealna - ani zbyt lejaca, ani zbyt galaretowata. Nie pieni się spektakularnie, ale dobrze oczyszcza włosy. Nie plącze i nie obciąża ich. I co najważniejsze - mam mocno przetłuszczające się włosy i z tym szamponem do nocy nadal były sypkie. Byłam nim zachwycona. Niestety pod koniec opakowania włosy już troszkę się chyba przyzwyczaiły i jego działanie było słabsze w utrzymaniu włosów świeżych do nocy. Do nocy tj do 22-23.
Podsumowując - szampon bardzo fajny, na pewno go jeszcze zakupię, jednak w moim przypadku nie spradził by się w opcji "opakownie za opakowaniem". Wam polecam do spróbowania.
Jako taki off topic pochwalę się, że udało mi się zużyć bronzer i prawie udało mi się zużyć róż :)
resztkę wyrzucam, bo się strasznie męczyłam z tymi kawałkami - wchodziły w pędzel
i tak jak wspomniałam wcześniej prawie zużyłam róż, tylko na koniec rozpadł się w łazience i nie musiałam sie z nim męczyć dłuzej :)
wtorek, 15 kwietnia 2014
Joanna Naturia balsam do ciała z kiwi, czyli wielkie g....
Wyszło u mnie słonko :) Od razu wstąpiło we mnie więcej energii. Tym bardziej, że od czwartku będę miała wolne, przymusowe, ale wolne :)
Prawie trzy tygodnie temu zaczęłam stosowac balsam z Joanny. Już po tytule domyslacie, się co o nim sądzę. Posiadam suchą skórę i mam wymagania wobec wszelkiego rodzaju mazideł.
Opakowanie jest kuszące, a cena niska. Zapach to nie kiwi, ale jakiś blizej nie określony owocowy. Po aplikacji szybko się ulatnia ze skóry. Konsystencja budyniu, ładnie się roprowadza, błyskawicznie wchłania. Niestety po godzinie efekty znikają całkowicie i tak jakbm wcale się nie smarowała.
Po trzech tygodniach mam go na tyle dość, że go obsmarowuję tutaj, a balsam idzie w świat, bo może mniej wymagającej skórze się przysłuży. Nie polecam!!!
Prawie trzy tygodnie temu zaczęłam stosowac balsam z Joanny. Już po tytule domyslacie, się co o nim sądzę. Posiadam suchą skórę i mam wymagania wobec wszelkiego rodzaju mazideł.
Opakowanie jest kuszące, a cena niska. Zapach to nie kiwi, ale jakiś blizej nie określony owocowy. Po aplikacji szybko się ulatnia ze skóry. Konsystencja budyniu, ładnie się roprowadza, błyskawicznie wchłania. Niestety po godzinie efekty znikają całkowicie i tak jakbm wcale się nie smarowała.
Po trzech tygodniach mam go na tyle dość, że go obsmarowuję tutaj, a balsam idzie w świat, bo może mniej wymagającej skórze się przysłuży. Nie polecam!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)